wtorek, 3 marca 2015

Psy II

Jakiś czas temu zapytałem Żonę: a co będzie jak będziemy mieli już dzieci, i te dzieci będą chciały mieć psa? Pozwolimy im czy będziemy próbować jakoś wyperswadować, że to nie jest najlepszy pomysł, że nie mamy warunków, że one roznoszą zarazki, że śmierdzą itp. Żona bardzo stanowczo i z przekonaniem odpowiedziała, że powiemy im, że mamy owce i kury i musi wystarczyć. Że możemy owcom doczepić dłuższe ogonki, a kurom dokleić psie uszy. Może, przy odrobinie szczęścia, któreś z nich zaczną szczekać.
A zupełnie przypadkiem, zupełnie w międzyczasie, jedna z naszych ulubionych Sióstr przyprowadziła do domu pieska, płci bardzo żeńskiej, którego jakiś zły człowiek zostawił na dworcu (jak się później okazało, miał ku temu pewne podstawy, choć oczywiście czyn potępiamy - mógł oddać do schroniska). I ten piesek koniecznie musiał trafić do domu Mamy Marii, bo nikt inny nim się nie mógł zająć. A Mama Maria serce do zwierząt ma i każda zbłąkana sierotka znajdzie tam cieplutki kąt. Ale to nie jest w żadnym razie reklama ani zachęta! Żeby nikt nas źle nie zrozumiał! Prosimy nie przysyłać nam już więcej żadnych zwierząt!! Zdecydowanie wystarczy!
Oczywiście pies suczka miał trafić do domu tylko na dzień, góra dwa, a potem w jakieś inne dobre ręce. Tak się dziwnie złożyło, że został na dłużej, i oswoił się z miejscem, i z fotelem, i legowiskiem innego psa domowego (mówiąc oswoił mamy na myśli, że biegał po całym domu i jazgotał nieznośnie, ale przebijał tam ton zadomowienia). Oswoił się też z psem podwórkowym Leszkiem, płci zdecydowanie męskiej. Ze związku tego poczętych zostało szczeniąt sztuk pięć. Jak one wszystkie się tam zmieściły (w sensie w suczce) do dziś nie wiadomo, bo suczka nogi może i ma długie, ale kadłubek nieproporcjonalnie mały. (Jak tak sobie o tym myślimy to możliwe, że na dworcu została opuszczona przez wzgląd na cechy estetyczno-akustyczne.) 
Tak czy owak wyskoczyło z niej pięć szczeniąt. Oczywiście wszyscy kochają małe pieski. Zachwycają się nimi. Głaszczą. Całują. Przytulają. Ale nikt nie chce ich wziąć! W związku z tym w Żonie obudziły się instynkty macierzyńskie (Żona na swoją obronę dodaje, że była w krzyżowym ogniu spojrzeń: bo i pieski na nią spoglądały błagalnie i Mama Maria z boku spoglądała i głosem zachęcającym szeptała "Spójrz jakie śliczne śliczne pieski. Jak na Was patrzą. Na nikogo tak nie patrzą jak na Was. Chyba Was kochają"). A jej oczkom i niewinnemu uśmiechowi (Żony, nie Mamy czy Psów) nie jestem w stanie odmówić. Zwłaszcza jak te oczka i ten uśmiech są wspomagane przez dodatkowe oczka i jeszcze liczne mięciutkie łapki. I tak od października mieszkają z nami jeszcze dwa psy. Oto one. Kołek i Kluska. Pierwsze imię, wymyśliła jedna z sióstr. Drugie zmieniliśmy sami, bo nazwano ją Ruda. A co takie niewinne zwierzę zrobiło, żeby takimi wyzwiskami na nie rzucać :-) "Ruda, to może być ... ! Kania (<<i pies też>>) jest rdzawa." (to cytat ze znanego ornitologicznego profesora śp.)
fot. Olutek - to wszystko jej wina. Przez to zdjęcie psy są z nami :-)

2 komentarze:

  1. myślę, że czas wysłać to pierwsze zdjęcie Kołeczka w świat. może wygra World Press Photo? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie wam jakbym miala wasze warunk. Psy byly by juz dawno! Mam tylko nadzieję ze kolejnych juz nie planujecie.

    OdpowiedzUsuń