piątek, 19 maja 2017

Przedstawiamy Stefanka. Trochę krzywy, ale tak miało być.

Przedstawiamy nowego członka rodziny, Stefanek Rzekotka Drzewna. Ma jedną tylną kończynę dłuższą od drugiej, ale to drażliwy temat, więc nie wspominajcie przy nim. Poza tym, ona nie jest dłuższa tak naprawdę. To kadłub jest krzywy i stąd takie wrażenie. I tak jest nieźle, bo w pierwszej wersji, przez przypadek przyszyto mu tylną kończynę zamiast przedniej. Ale się zorientowano w porę. O tym, że Stefanek jest rzekotką świadczy m.in. liczba palców. Nie świadczy jednak kolor. Na szczęście mój Mąż, strażnik poprawności i akuratności naukowej, jak tylko poznał Stefanka, zawołał:

- Ale on ma za ciemny kolor!! Rzekotki są jaśniejsze!!

To były pierwsze słowa Męża na widok mego dzieła. PIERWSZE. 

Kochanie, w imieniu swoim i Stefanka, chciałam bardzo podziękować. Wiesz, jak cenię sobie konstruktywną krytykę. Bardziej cenię tylko koktajl z mango. Takie uwagi pozwalają nam dążyć do doskonałości. Stefankowi już nic nie pomoże, pozostanie gatunkiem nieokreślonym do momentu jak dorośnie i sam będzie mógł zdecydować, kim chce być. Jeśli stworzę mu jakiegoś kolegę, to postaram się bardziej.


P.S. Źrenice Stefanka wycięłam z Twoich rękawiczek. Miały idealny odcień czerni. IDEALNY.


środa, 10 maja 2017

Czy to jest kuchnia fusion??


Znamy się z Synkiem nie od dziś, a ciągle nas zadziwia i zaskakuje. Sytuacja obiadowa sprzed kilku dni:
Jemy rodzinnie obiad. W sumie obiadokolację, bo wymyśliłam sobie gulasz, dusił się milion godzin i w momencie gdy był gotowy to z pewnością wszyscy w naszej strefie czasowej już dawno zapomnieli o obiedzie...Ale do brzegu. Gulasz jaki jest każdy wie, trochę mięska (albo dużo, jak kto lubi), trochę cebuli (albo bardzo bardzo dużo, wedle gustu), marchewka, pomidory, czosnek, czerwona fasola, w skrócie: co ci w rękę wpadnie. Istotne jest to, że gulasz zdecydowanie wytrawny, pieprz, papryka, te sprawy. Jako deser koktajl mango-jabłko-banan. Może niezbyt pasuje, ale chodził za mną cały dzień, więc zrobiliśmy z Synkiem. Stawiam przed potomkiem kubek z koktajlem i talerz z gulaszem. Łyknął zmiksowane owoce, poklepał się po brzuszku, znaczy pełna akceptacja. Nabrał łyżką trochę gulaszu, spróbował, klepanko, wszystko gra. Spojrzał na mnie porozumiewawczo, uśmiechnął się i bez chwili wahania przelał zawartość kubka do talerza. Oba dania były dość gęste, więc w celu dokładnego wymieszania musiał przelać jeszcze raz do kubka. Znowu do talerza. Znowu do kubka. Na tackę krzesełka, bo tam można dokładnie wymieszać łapką. I do paszczy. Wszystko. Ze smakiem. Nie zamieszczam zdjęć, bo osoby o słabych nerwach mogą się potem budzić w nocy z krzykiem.
Jeśli nie macie pomysłu na obiad polecam danie dnia: gulasz z kaszą gryczaną z sosem mango-jabłko-banan. Koniecznie dużo czosnku i cebuli. Dzieci uwielbiają! 

# ZaskakujeMnieKażdegoDnia # ChybaSmakowałoBoKlepanko #NieMnieOceniać

<3

Jeśli Synek wraca z Tatą ze spaceru i zanim ich zobaczysz usłyszysz utwór "Mamo! Mamo! Bagno buty nam wessało", to wiedz, że czeka Cię pranie.
Historia banalna: stali na naszej błotnistej drodze, oglądali lecące stado gęsi i nagle Mąż patrzy na Synka, ale coś nie gra, coś Mężowi nie pasuje, Mąż czuje, że coś tu się bardzo nie zgadza. Po chwili bacznej obserwacji dochodzi do wniosku, że dziecko stoi w błocie bez butów. A dałby sobie Mąż uciąć dowolną część ciała, że jak go na drodze stawiał chwilę wcześniej, to Syn miał garderobę kompletną. Kolejna chwila bacznej obserwacji i buty zostały zlokalizowane kawałek dalej. W błocie. Wessane. 



Zajęcia sensoryczne po taniości, czyli co zrobić jak nie lubisz obierać cebuli.



Gorąco polecamy nasze ulubione zajęcia sensoryczne!! Rozwijają motorykę małą, bo do zdejmowania łupinek potrzebne są bardzo precyzyjne paluszki :) Olejki eteryczne cebulowe obecne są już w całym domu, czyli super, bo ładnie pachnie. I koszt zajęć to jedynie kilka złotych, zależy na ile cebuli się szarpniecie. My nasze dziecko bardzo kochamy, widzicie jaki obłożony cebulką. Niech ma <3 Do tego jest to zajęcie typu 3w1 : zajęcia sensoryczne dla Synka, chwila na kawę dla Mamy i wszystkie cebule obrane! A ja nie cierpię obierać cebuli. I to wcale a wcale nie jest praca nieletnich!
Jedyny minus cebulowych zajęć sensorycznych jest taki, że od trzech dni szukam pół kilograma cebuli, który zniknął w tajemniczych okolicznościach. Przeszukałam wszystkie kryjówki Synka: pudło z klockami, regał na książki, przyczepy w autkach i traktorach, misa miksera, foremki do chleba, pralka. Nic, żadnej cebuli. Obawiam się, że prędzej czy później dotrę po zapachu...


Jedyny mio:)

Miłość


MIŁOŚĆ.

Miłość, to jest wtedy, jak Żona zakopie na własnym podwórku, przy własnym sznurze na pranie samochód, a Mąż, który wraca w nocy i wyjeżdża o świcie, sam go wypchnie i jeszcze się do Żony miło uśmiecha i daje jej słodycze. 
MIŁOŚĆ DO KWADRATU jest wtedy, jak Żona trzy dni po incydencie z samochodem zakopie się znowu dokładnie w tym samym miejscu, tylko dużo, dużo większym samochodem. I troszkę nie dopilnuje sytuacji i pozwoli,żeby zakopał się również bus z przyczepą. Tuż obok. I Mąż musi wrócić dwie godziny wcześniej z terenu (WCZEŚNIEJ Z TERENU) i uratować wszystkich. I on nadal się uśmiecha i nadal kupuje Żonie słodycze. Naprawdę nie wiem jak Wy wszyscy radzicie sobie bez mojego Męża, ale jakby ktoś chciał go klonować to doskonale rozumiem. I nie pozwalam.

#bądźbohateremwswoimdomu #naprawdęmyślałamżewyjadę#błotnakrainapełnamiłości




<3

wtorek, 9 maja 2017

Czekolada i inne rodzicielskie troski.

Doskonale rozumiem jedzenie czekolady po kryjomu, gdy stajesz się rodzicem. To ma sens. Czekolada - obiekt pożądania tłumów. Wszyscy jej pragną, nikt nie powinien, zwłaszcza jeśli mają 1,5 roku i dopiero 8 zębów. Słodycze w ukryciu to jeden z najważniejszych atrybutów rodzicielstwa. Nie pamiętasz jak to jest przespać ciągiem 8 godzin, jesz z podłogi (bo połowa dziecięcego obiadu tam ląduje, a przecież szkoda, żeby się zmarnowało), jesz czekoladę w kąciku przy czajniku, udając, że szukasz czegoś w lodówce. Ale żebym kiełbasę musiała jeść w ukryciu?? 
Wieczorna sytuacja: Mąż zajął strategiczne miejsce przy garnku z gotującą się kiełbasą, ja zajęłam drugie strategiczne miejsce - przy lodówce. Syn bawił się jakieś 2 metry za moimi plecami. Autkami oczywiście. Wiedziałam bez patrzenia, bo słyszałam "brrrrum brrrrum, tiiiit,tttti, bam, aua", prawie słyszałam ślinkę kapiącą na klocki, bo bardzo ciężko jest robić brrrum brrrum przez 10 minut bez intensywnego wycieku śliny. Bez zastanowienia rzuciłam w stronę Męża pytanie kontrolne:
- Czy kiełbaska już gotowa?
W zaokrągleniu jedno mrugnięcie powieką zajęło memu Synowi porzucenie klocków i ustawienie się przy mnie w pozycji wyczekującej. Z widelcem w dłoni. Wpatrzony w garnek powiedział:
- Mniam mniam. 
Przekaz dość jasny. Rozumiem, że chociaż nie potrafi przejść 20 metrów bez drobnego upadku, osiągnął prędkość światła na hasło "kiełbasa". Ale skąd ten widelec? Chyba pora sprzątnąć pod kanapą. Możliwe, że znajdę tam również pół kilo cebuli, które Syn gdzieś schował i nie chce powiedzieć gdzie. Wyraźnie czuję, że jest gdzieś schowane i że leży tam za długo, ale nie mogę zlokalizować dokładnego miejsca. Jeśli ktoś planuje nas odwiedzić, to z góry ostrzegam.
Na zaniepokojone pytania Babci Marylki, która na pewno już trzyma telefon w dłoni, żeby zadzwonić z pytaniem dlaczego głodzimy dziecko, odpowiadam, że 15 minut wcześniej zjadł swoją kolację. Obfitą. I tak Mamo, ma ciepłe rączki. I stópki. Nie, nie ma na głowie czapeczki, ale dzisiaj w domu wyjątkowo słabo wieje, więc myślę, że możemy sobie pozwolić na to szaleństwo. Wiem, igramy z losem, ale kiedy szaleć jak nie teraz, gdy jesteśmy piękni, młodzi i nie śpimy od 1,5 roku. 
Kiełbasy nie zjadłam, bo mi dziecko zeżarło. Co będzie następne? Strach się bać. On nawet warzywa lubi. Żaden produkt spożywczy nie jest w naszym domu bezpieczny.
Na zdjęciu poniżej Syn cierpliwie, spokojnie i z determinacją sprawdzał po kolei wszystkie tulipany. Cel badania: " Czy każdy tulipan ma w środku to samo?". Tego dnia dowiedzieliśmy się, że tak, ale tulipany już nigdy nie będą takie same. Chyba, że szybko odrosną swoje płatki.