Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 maja 2016

Jak chronić warzywa przed... Żoną :-)

Jednym ze sposobów uprawy długokiełkujących warzyw takich jak marchewka czy pietruszka jest wsiewanie punktowo nasionka sałaty. Marchewka i pietruszka kiełkują bardzo długo (czasem do 3 tygodni), sałata często wychodzi na powierzchnię już po tygodniu. Innym sposobem jest sadzenie cebuli dymki, która już po kilku dniach zaczyna wypuszczać szczypior. Chodzi o to by widzieć gdzie są rządki z wysianą marchewką/pietruszką i by móc pielić jeszcze przed jej wykiełkowaniem, a nie uszkodzić kiełków pożądanego warzywa. Rośliny niepożądane (potocznie zwane chwastami) kiełkują i rosną szybciej niż te pożądane, więc mogłyby nieco przydusić nasze warzywa. Cebula dodatkowo może odstraszać pasożyty, takie jak np. mszyce.
Wszystko pięknie brzmi w teorii, a czasem i w praktyce wychodzi całkiem nieźle. Ale pomysłodawca tego rozwiązania nie przewidział jednego: Żony.
Żona zajęta licznymi sprawami związanymi z utrzymaniem domu, wychowaniem kopii połowy moich genów i nieco większej połowy swoich (mtDNA), nie rejestruje wszystkich opowieści Męża. Np. tych, że za tydzień w środę jedzie w teren, że np. ma nowego studenta do pomocy (że studentkę to akurat rejestruje), ale też np. że wysiał marchewkę, a w rządkach z marchewką są punktowo cebule, żeby było widać gdzie są rządki i żeby można je było łatwiej odchwaszczać. No i jak się trafi okazja, że pierworodny przyśnie w wózku na spacerze i Żona ma czas zająć się ogródkiem, to rusza z wielką prędkością. I rzuca się na pierwszą z brzegu grządkę. Właśnie tą, z marchewką (i cebulą, nie odwrotnie). I rwie chwasty aż się kurzy. No i wieczorem jak z Mężem rozmawia przy kolacji, to opowiada: "Ooo dziś nareszcie miałam chwilę i odchwaściłam w cebuli, w tej pierwszej grządce." Na to pytam: "W marchewce?". Ż: Marchewce?! Jakiej marchewce?! Tam tylko cebula była. M: "No ale takie małe tam przy gruncie, to marchewki jeszcze..."
Na szczęście pośpiech był duży a rozdzielczość wyrywającej mała i z grządki zniknęły głównie niepożądane rośliny. Spora cześć marchewek została, bo jeszcze małe były na szczęście. Zatem w efekcie końcowym punktowo sadzone cebule w rządkach marchwi pomagają w utrzymaniu rządków i pieleniu, chronią przed mszycą, a nawet Żoną.

środa, 16 marca 2016

Brunatne piękno

Jedno z piękniejszych odczuć w życiu. Z jednej strony śmierć, z drugiej - narodziny nowego.
Stajesz w tej charakterystycznej pozie człowieka ze wsi. Patrzysz. Myślisz. Drapiesz się intuicyjnie po głowie lub innych częściach ciała, co wcale nie musi oznaczać, że jesteś skolonizowany przez pasożytnicze stawonogi lub ściśle reglamentujesz tlenek wodoru i produkty hydrolitycznego zmydlania trójglicerydów wodorotlenkiem sodu. Po prostu czasem coś swędzi. Czekasz czy już, czy jeszcze poczekać. Czy będzie się za mocno kleić czy już przeschło wystarczająco. Czy może jutro spadnie śnieg i przykryje twoje niszczące dzieło. W końcu się decydujesz. To dzisiaj. Bierzesz szpadel i do dzieła!
Po zimie mięśnie nie wprawione, bo nie zwykłeś jak inni męscy przedstawiciele twojego gatunku w tym wieku bezcelowo przerzucać żelastwa w dusznej sali ćwiczeń płacąc za to miliony monet koneserowi odżywek i wspomagaczy rozrostu masy mięśniowej. Zatem coś tam naciągnięte, coś tak lekko łupie, ale nic to. Nie poddajesz się. Męczysz się, pocisz, ale że pora roku wczesna, to nie zrzucasz odzieży, bo wiatr od wschodu chłodny i chwilowe obniżeniu sprawności układu immunologicznego i związana z tym infekcja wiszą w powietrzu. Po dłuższej chwili jest. Kilka metrów kwadratowych ciemnych gród. Grabie. Równasz. I już. Jest pięknie, równo, jednolicie ciemnobrązowo. I ten zapach. Coś się skończyło, czujesz zapach gnijącej materii. Coś właśnie się zacząłeś, tysiące zarodników i nasion zaczęło wyścig ku słońcu.
I już tylko wyrzut dopaminy...



Trzeba być samowystarczalnym

Podczas jednej z naszych podróży na Węgry Pan Magister wypowiedział wiekopomne słowa: "W podróży... trzeba być samowystarczalnym". Powiedział to przy stole pełnym węgierskich wędlin, papryk i napojów rozlicznych. Wcale wagi tej wypowiedzi nie umniejszał stan po spożyciu licznych grup hydroksylowych zawartych w lokalnych wyrobach płynnych. Zaiste, w podróży jak i w życiu trzeba być samowystarczalnym!
Oczywiście mamy świadomość, że samowystarczalność oznaczałaby totalne odwrócenie budżetu czasowego i zarzucenie korzystania z wielu zdobyczy kultury naszej wysoko uorganizowanej cywilizacji. My jednak dążymy do osiągnięcia namiastki samowystarczalności, takiej nieuciążliwej, dającej wciąż radość z tego co się robi, ale przynoszącej też realne efekty w wyniku naturalnej produkcji biomasy możliwej do konsumpcji przez Homo sapiens.
Ktoś może powiedzieć, że w naszym klimacie w zimie trzeba koniecznie importować warzywa i owoce. Otóż ludzie przez wiele wieków z mniejszym lub większym powodzeniem radzili sobie z tym, nie mając w ręku takich zdobyczy cywilizacji jak lodówki, zamrażarki, słoiki twist, itp. Oczywiście choroby takie jak np. szkorbut były dość częste i w ekstremalnie trudnych warunkach gnębiły populację ludzką. My jesteśmy w znacznie lepszej sytuacji niż nasi przodkowie i przy odrobinie dobrej organizacji czasoprzestrzeni możemy z powodzeniem produkować i przechowywać nasze warzywa i owoce robiąc zapas na długi czas zimy. Okazuje się, że nie trzeba wcale dysponować ogromną powierzchnią ogródkową. Nawet małe skrawki można odpowiednio zagospodarować i żywić się (produkować jakiś procent potrzebnej żywności) prawie cały rok. Nasz ogródek warzywny ma obecnie około 300 m kw. i wciąż zbieramy z niego warzywa (jest początek marca), a następne są już wysiane i rosną w kuchni i salonie na parapetach. Ciekawe rozwiązania można znaleźć tutaj. Generalnie trzeba siać dość ciasno i kilka razy w sezonie, stosując płodozmian.


Można jednak wątpić w zapewnienie wszystkich niezbędnych witamin i mikroelementów, np. witaminy C. Od razu myślimy: cytrusy to jednak trzeba sprowadzać. Pani w radiu powie: cytrusy to nasza tarcza ochronna przed grypą. Paradoksalnie w naszych warunkach doskonałym źródłem witaminy C nie koniecznie muszą być cytrusy (które zrywane są niedojrzałe i bombardowane środkami przedłużającymi ich żywotność, odporność na transport i długie przechowywanie). O wiele więcej witaminy C ma np. czarna porzeczka czy JARMUŻ! O ile ta pierwsza, jest dostępna tylko latem (choć można ją suszyć, mrozić czy wekować (tu niestety sporo tracimy podczas gotowania)), o tyle najpierwotniejsza odmiana kapusty warzywnej może być zbierana od jesieni aż do wiosny, bo jest odporna na mróz. A nawet smaczniejsza po przemrożeniu. A przy obecnie panujących łagodnych zimach jarmuż jest zielony i może rosnąć cały rok. Tak samo możemy przetrzymać wiele warzyw kapustnych: kalarepę, kapustę głowiastą czy brukselkę. W tym roku nasza kapusta niestety nie przetrwała mrozów -15 st C, ale jarmuż i brukselka dzielnie się trzymają i zjadamy je cały czas.


W przypadku pozostałych warzyw powstaje jednak jeden bardzo ważny problem: jak to wszystko przechować i co zrobić żeby nie straciło swoich wartości?
Doskonałym sposobem na przechowywanie warzyw i niektórych owoców jest kiszenie czyli konserwowanie w naturalnie wytwarzanym kwasie mlekowym. Naprawdę kisić można prawie wszystko, nie tylko ogórki i kapustę. Kisić można również owoce, np. jabłka, paprykę czy pomidory. Ale też o wiele więcej warzyw niż nam się wydaje: rzepę, kalafiory, cukinię, patisony, marchew. Na Ukrainie podobno kiszą arbuzy, a w Izraelu cytrusy i wiele warzyw. Kiszenie w zależności od regionu, a nawet od domu istotnie różni się dodatkami, których wybór jest przeogromny: marchew, chrzan, czosnek, liście dębu, winogrona, wiśni, koper, pieprz, gorczyca, curry... My najczęściej używamy marchwi, czosnku, chrzanu, liści dębu i kopru.
Kiszone od lewej: cukinia, kapusta, pomidor, patison, ogórek
Nie możemy też zapominać o innej tradycyjnej metodzie jak kopcowanie. W zeszłym roku nasze warzywa okopowe przetrzymywaliśmy w wymurowanej w ziemi studzience rozdzielczej na wodę. W tym roku postanowiliśmy jednak spróbować tradycyjnej metody kopcowania. Zrobiliśmy wszystko jak należy: mały dołek, słoma, dużo słomy, na górę folia i dużo słomy. Wszystko było super. Warzywa nie marzły, były bardzo soczyste i długo cieszyliśmy się obfitymi zbiorami pietruszki, marchwi, selera czy buraka. Do czasu aż o naszym kopcu dowiedziały się myszy polne. Na początku dziwiliśmy się co ten kot sąsiadów tak tam łazi, czemu ten myszołów tak często czatuje na olszy przy rogu naszego ogródka. Myszki dość szybko się rozmnożyły (lub przyszły z zewnątrz) i zaczęły dziesiątkować nasze zbiory. W efekcie mieliśmy swoisty mysi hot-spot. Pospiesznie więc wybraliśmy co zostało i zamroziliśmy lub przerobiliśmy w słoiki. Tak skończyła się przygoda z kopcem. Oczywiście słyszę ciągle głos Mamy Marii: musicie mieć kota. O nie nie, koty to się co najwyżej topi.






Suszenie najlepiej sprawdza się w przypadku ziół, grzybów lub małych owoców (ewentualnie pokrojonych owoców). W tym roku mieliśmy bardzo obfite zbiory selera i pietruszki. Żeby nie wyrzucać natki wszystko ususzyliśmy. Suszony seler i pietruszka są znacznie lepsze od mrożonych. W przypadku kopru odwrotnie, lepszy jest posiekany i zamrożony. Mamy nadzieję, że w nadchodzącym sezonie ładnie będą owocować już nasze drzewka i krzewy i uda nam się nieco zbiorów ususzyć na zimę.

Innym sposobem na dostarczenie sobie witamin jest produkcja kiełków. Kiełki w skrajnych przypadkach mogą być jedynym źródłem witamin niezbędnych do normalnego funkcjonowania organizmu, szczególne w północnych szerokościach geograficznych dla białej odmiany Homo sapiens (Hugo-Bader "Biała Gorączka").Wcale nie trzeba kupować plastikowego kiełkownika w okazyjnej cenie na znanym portalu aukcyjnym. Można wykorzystać zwykłe litrowe słoiki i jakiś podstawek i miskę.

Inspekt, tunel foliowy lub szklarnia. Niestety w naszym klimacie czasem jest trudno wyhodować ładne i apetyczne pomidory. Częste opady i chłodne noce nie służą tradycyjnej uprawie ze względu ataki grzybów i wirusów, które potrafią zniweczyć całą kilkumiesięczną pracę ogrodnika. Można oczywiście stosować tony fungicydów, ale tą drogą nie idziemy. Budujemy szklarnię ze starych okien. Działa idealnie. Temperatura konkretna i nic nie kapie na liście pomidorów. Rosną jak szalone. W efekcie w tym roku ostatnie pomidory jedliśmy jeszcze w grudniu (zerwane jako zielone, ale 100 razy smaczniejsze niż ten plastik bez smaku z marketu). Pomidory zawierają beta karoten czyli prowitaminę A, który jest odporny na obróbkę termiczną. Przygotowane przeciery i soki, które konsumujemy do teraz są pełnowartościowe i pyszne.
Jednocześnie gorąco odradzamy okazyjny zakup tunelu foliowego przedstawionego na fotografii poniżej. Zwyczajny bubel. Cena kusząca, ale nie warto! Lepiej pozbijać ze sobą kilka starych okien i mieć prawie profesjonalną szklarnię :-) Z okien można też zbudować inspekt - niezbędny do przygotowania rozsad (klik).



Od tego roku mamy nadzieję, że będziemy mieli co raz więcej własnych owoców. No i wielki plan produkcji zwierzęcej, bo facet mięso jeść musi :-) Ale o tym za jakiś czas...

niedziela, 28 lutego 2016

Trzeba się hartować

Koniec zimy i początek wiosny to czas intensywnych prac przygotowawczych do sezonu wegetacyjnego. W lutym trzeba wysiać por i seler, można już niektóre kapustne i sałaty. Jak pisałem wcześniej, niektóre rośliny, żeby uzyskały ładny kształt i sadzonki nadawały się do rozsady trzeba trochę przechłodzić, np. przez wysiew w zimnym inspekcie. Można też wysiać w domu, ale trzeba pamiętać o zahartowaniu. Wszystko super jeżeli jesteś zawodowym ogrodnikiem i nic innego nie robisz. Inna sprawa, gdy ogrodnictwo to twoje drugie, trzecie, czwarte hobby, a twoje pierwsze hobby jest już obecnie pracą zawodową. Wtedy hobby któreśtam z kolei musi poczekać aż połapiesz sikory przy domu, zaobrączkujesz, pomierzysz i pobierzesz im wymazy z kloaki. Potem te wymazy musisz trzymać w lodówce (dzięki dużej wyrozumiałości Żony) i w ciągu 36 godzin przesłać do mikrobiologicznego laboratorium, które jest w mieście nad Gwdą znanym z ekstremalnie niskich latarni na wjeździe, oraz kiedyś czołowej drużyny żużlowej, nazywane w niektórych dowcipach "po prostu dziurą". A że wielkopolskie i niemieckie geny każą zawsze kalkulować, to zastanawiasz się czy wysłać to dwa razy kurierem, do którego musisz dojechać 30 km bez pewności, że przesyłka dotrze na czas, bo kurier akurat może przyjechać właśnie i tylko wtedy gdy adresata nie ma na miejscu, i go to nic nie obchodzi, i odbiór w bazie. Albo kurier nie rozumie, że paczki nie może zostawić na noc w samochodzie jak jest minus 10 stopni, bo twoje próbki szlag trafi. Wtedy liczysz i myślisz. Jak pojadę sam samochodem, to dostarczę to szybciej i wszystko na raz, z dwóch dni łapania. A cenowo wyjdzie podobnie. A że nasze francuskie cudo technicznej myśli motoryzacyjnej jest niezawodne i stosunkowo oszczędne, to jadę. Ale zaraz, jeszcze sadzonki! To wystawię je na stół przed domem, tak pięknie słoneczko świeci. Zahartują się trochę. Notolecę. Szybko i sprawnie, bo w Polsce dobra zmiana i drogi mamy super. Cel osiągnięty. Wracam. Oooo, co to, chmurki, ciemno, zimno. Kurka ale sypie. Kurka sadzonki! A w domu Żona sama z połową moich genów, bardzo żarłoczną i wymagającą coraz więcej uwagi, nieświadoma, co się dzieje na dworze. A i głos w telefonie ściszony co by nikt czasem malca ze snu błogiego nie wybudził. Nic to, wysieję jeszcze raz. Ale jak się okazało 2 cm śniegu przez godzinę, to doskonały sposób na zahartowanie pora, selera, kapusty pekińskiej czy kalafiorów. Proszę spojrzeć jakie piękne. Na szczęście przeżyły. Ale już nie będę was tak zostawiał. To się więcej nie powtórzy.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Nowalijki

Ciepły inspekt działa. 3.04.2015 zjedliśmy pierwsze dwie rzodkiewki, a dziś wyczyściliśmy do zera rzeżuchę i częściowo szpinak (pyszne wiosenne Sushi :-). Oczywiście kolejna partia rzeżuchy i rzodkiewki już wysiana. Mniam. A dla tych co nie uwierzyli wcześniejszym smsom - fotka poniżej.

sobota, 14 marca 2015

Kapusta Brassica oleracea w kilku odsłonach

     Jedno z naszych ulubionych warzyw i chyba jedno z najbardziej zróżnicowanych pod względem odmian i kultywarów. Przy uprawie kapustnych bardzo ważne jest prawidłowe przygotowanie rozsady, a mówiąc po ludzku, pflanzów (Żonie nie wydaje się, żeby to było do końca po ludzku, ale wstrzymuje się od dalszych komentarzy). Młode rośliny nie mogą wzrastać w zbyt komfortowych warunkach, tzn. nie mogą mieć zbyt ciepło! W przeciwnym wypadku wybujają nam 
Nieco nieudane sadzonki kalarepy białej i czerwonej - za ciepło!
mocno i będą wiotkie z długimi międzywęźlami zamiast ładnej rozetki (My popełniliśmy ten błąd i długo nam zajęło jego naprawienie). Dotyczy to praktycznie wszystkich odmian kapusty, ale też i sałaty. Dlatego należy wysiewać je do rozsadnika lub zimnego inspektu. Wtedy nie rosną tak szybko i wykształcają ładną rozetkę. Dobrym sposobem, który sami wypróbowaliśmy, jest wysianie do doniczek w domu (wtedy mamy dość krótki czas kiełkowania) i przeniesienie skiełkowanego wysiewu do inspektu. Koniecznie trzeba pamiętać, że przed wysadzeniem do ostatecznej uprawy młode rośliny trzeba zahartować - wystawiać stopniowo na działanie niskiej temperatury i promieni słonecznych. Po rozsadzeniu można też przykryć je agrowłókniną. Zapewnia to utrzymanie bardziej stałej temperatury i zabezpiecza przed roślinożercami, ale też odstrasza ptaki i wpływa na lokalną bioróżnorodność (Skorka et al. 2013). Dlatego ostrożnie z tym dziadostwem!
Szczegóły dotyczące uprawy poszczególnych odmian można znaleźć tutaj.
Do najpowszechniej uprawianych kapustnych należą:
     Kapusta pekińska.Wysiewamy najwcześniej, bo już na początku lutego. Oczywiście do doniczek. Po skiełkowaniu i wydaniu pierwszych liści właściwych najlepiej przenieść do zimnego inspektu.
Sadzonki kapusty pekińskiej gotowe do rozsady
     Kalafior wysiewamy w połowie lutego, do doniczek. Drugi wysiew robimy w czerwcu do rozsadnika i flancujemy w lipcu (np. w miejscu po wykopanych wczesnych ziemniakach), plon zbieramy jesienią. Podobnie możemy zrobić z kapustą pekińską, brokułem czy kalarepą. Zaskakujące jest to, że kalafior w normalnych warunkach organicznego ogrodnictwa nigdy nam nie wyrósł tak ogromny i zbity jak "sklepowy". Ciekawe czy to kwestia linii genetycznej czy po prostu intensywnego nawadniania i nawożenia w wielkopowierzchniowych plantacjach. W zeszłym roku kalafiory wysialiśmy tylko do wiosennego zbioru, ale bardzo się udały i co ciekawe jedliśmy je praktycznie cały sezon, ostatnie zbierając w listopadzie! Oczywiście nie były takie piękne i śnieżnobiałe jak ze sklepu. Część miała pojedyncze gąsienice i ślimaki w kwiatostanach, ale też nie stosowaliśmy żadnych środków owadobójczych, a nawet kiszonki z pokrzyw czy innych naturalnych repelentów. Zatem samo zdrowie z odrobiną białka zwierzęcego :-)
     Kalarepę warto wysiać już na początku marca. Wtedy można ją wysadzić do gruntu pod koniec marca czy na początku kwietnia, a jeszcze w maju zbierać pierwszy plon (w zależności od temperatury wiosną). Poza tym można ją wysiewać kilka razy w sezonie do rozsadnika w ok. 3-4 tygodniowych odstępach. Wtedy przez cały sezon możemy ją zbierać.
Jesienny zbiór kapusty "kamiennej głowy"
Kapusta czerwona
     Kapusta głowiasta. I tu mamy duży wybór. Przede wszystkim biała czy czerwona. Wczesna, średniowczesna czy późna. Do kiszenia czy do sałatek. Wczesne odmiany wysiewamy w lutym/marcu do inspektu lub najpierw do doniczek w domu i do zimnego inspektu po skiełkowaniu. Trzeba je wtedy zahartować i na początku kwietnia można sadzić do gruntu pod osłonami. Późniejsze odmiany (np. naszym zdaniem najlepsza do kiszenia "kamienna głowa") wysiewamy do rozsadnika w kwietniu. W maju/czerwcu rozsadzamy je w odpowiedniej odległości. Przy kamiennej głowie to minimum 50 cm. Niektóre główki dorastają nawet do 5 kg i więcej. Trzeba tylko dopilnować żeby zawsze miały dostatecznie wilgotną ziemię, szczególnie w czerwcu, przy dużych upałach. Młode kapusty są bardzo wrażliwe na przesuszenie i cała nasza praca może pójść na marne jeżeli nie dopilnujemy sadzonek.  

Brokuł
Brokuł jawił nam się zawsze jako dość egzotyczne warzywo i jeszcze do niedawna wydawało nam się niemożliwe hodować go w naszym ogródku. Pierwsze brokuły wyhodowaliśmy dwa lata temu. Mimo, że były maleńkie, to miały bardzo wyrazisty smak. W opinii wielu osób brokuły i kalafiory najlepiej wysiewać w czerwcu na jesienny zbiór. Te wiosenne podobno się mniej udają. Zeszłoroczne zostały kompletnie zniszczone przez młodociane szarańczaki, które dostały się do tunelu foliowego. Ale to wcale nie musi być regułą, jak okazało się w przypadku kalafiorów.

     Brukselka czyli malutkie kapustki wyrastające w kątach liściowych na długim "pniu". Siejemy je w kwietniu do rozsadnika. Rosną cały sezon, a zbieramy je dopiero późną jesienią, najlepiej po pierwszych przymrozkach. Im wyższa urośnie nam łodyga tym więcej brukselek zbierzemy z jednej rośliny. Dlatego warto ją pielęgnować przez cały sezon, obficie podlewać i chronić przed roślinożercami.

     Jarmuż został w naszym kraju prawie zapomniany (tu Żona koniecznie musi wtrącić iż jest to nieaktualna opinia! W znanych dyskontach jarmuż już w zeszłym roku piętrzył się w stosach, w tym roku to samo. Nawet w małym osiedlowym warzywniaku można zakupić zafoliowaną porcję tego cuda. Mąż: rzeczywiście jest ostatnio fancy :-)). Wiele osób, którym mówiliśmy o nim kompletnie nie wiedziało, co to w ogóle jest. Nasza Ciocia nie traktuje tego nawet jako warzywa dla ludzi tylko jako karmę dla królików:-) A to przecież najpierwotniejsza i najstarsza odmiana kapusty warzywnej. Przykładowo w północnych Niemczech (a konkretnie w Dolnej Saksonii) jarmuż jest tradycyjnym zimowym daniem. Spożywa się go przy okazji zimowego turnieju "w kulki" popijając przy tym sznapsa. Co prawda forma w jakiej go jedzą jest średnio strawialna dla normalnego człowieka, a dla osób, które nie jedzą tłusto praktycznie niejadalna. Ale o tym pewnie więcej przy przepisach. Jarmuż i brukselkę najlepiej jeść po pierwszych przymrozkach. Wtedy nie czuć charakterystycznej goryczki. Przy bezmroźnych zimach, które pewnie niedługo u nas się pojawią można przemrozić je w zamrażarce.

Praktycznie wszystkie odmiany kapusty nadają się do kiszenia. Różnokolorowe kiszonki to nie tylko doskonałe źródło minerałów w okresie pozawegetacyjnym, ale też oryginalny dodatek na stół biesiadny. A jak wiadomo spożywanie dużej ilości minerałów, a szczególnie eletrolitów podczas wystawiania organizmu na działanie zdradzieckich grup OH, znacząco łagodzi "trudne rano". Poza tym większość kapustowatych zawiera spore ilości siarki, co może mieć też imponujące skutki wokalno-zapachowe, ale przede wszystkim pomaga w utrzymaniu dobrego stanu włosów i paznokci :-)

piątek, 13 marca 2015

Inspekt działa

W naszym inspekcie już się zazieleniło. Lada dzień będziemy zjadać naszą rzeżuchę.

Rzodkiewka
Rzeżucha

sobota, 7 marca 2015

Od wychodka do domku na narzędzia.

Na szczęście już od dłuższego czasu nie potrzebujemy drewnianego wychodka, ale dopiero dzisiaj znalazłem czas by zrobić w nim półki na różne szpargały.


Kompost

Zaskakujące, jak wiele z naszych śmieci to odpadki organiczne. Tygodniowo w naszym domu produkujemy niecałe 2 l śmieci niesegregowalnych i nierozkładalnych, ok. 5 l plastiku (wciąż staramy się z tym walczyć, ale to dość trudne), trochę papieru (zwykle do rozpalania w kominku) i złomu i od 5 do 10 l odpadków organicznych. W warunkach miejskich śmieci organiczne trafiają na zwykłe wysypisko lub do spalarni, rzadko są kompostowane (poza nielicznymi miastami). Mieszkając na wsi możemy je wszystkie zagospodarować, użyźniając w ten sposób swój ogródek i znacznie oszczędzając na podkładzie do wysiewu warzyw. Podobno można też zrobić mały kompostownik na balkonie (zobacz tutaj).
Mając względnie duży ogród nie trzeba się przejmować miejscem, ani zapachem, który się wydobywa z naszego kompostownika. Można go też zakamuflować sadząc wokół niego pnące (oczywiście jadalne) rośliny. A do zbudowania wystarczy naprawdę niewiele: 3 stare palety, lub paleta i kilka desek. I naprawdę, nie musi ładnie wyglądać. Ma pracować. Dobrze żeby kompost był właśnie na palecie. Wtedy pod najniższą warstwą przepływa powietrze i rozkład materii organicznej zachodzi, przynajmniej w części, tlenowo. Ważne też, żeby kolejne warstwy przekładać patykami czy suchymi liści, tak by w kompoście były puste przestrzenie. W przeciwnym wypadku będziemy mieli kiszonkę. A jak kiszonka to kwaśne pH, które nie jest najlepsze dla warzyw i owoców, chyba, że dla borówek czy żurawiny. W przypadku, gdy ukisimy nasz kompost można też zastosować popiół drzewny (np. z kominka), który ma właściwości ługujące. Zneutralizuje kwaśny odczyn naszego ukiszonego kompostu.
Koniecznie trzeba pamiętać żeby do kompostu nie wrzucać wieloletnich, niechcianych przez nas w ogrodzie roślin, potocznie nazywanych chwastami. Perz, mniszek lekarski, oset, niektóre rdesty, babki potrafią odrosnąć nawet z małego kawałka korzenia. Wtedy używając kompostu jako podkładu pod warzywa rozmnażamy niechciane przez nas rośliny, które trudno potem wyplenić. Do kompostu wrzucamy raczej jednoroczne chwasty, takiej jak np. żółtlica, komosa itp.

wtorek, 3 marca 2015

Wczesna wiosna

Ocieplenie klimatu to fakt. Nieistotne czy powodem jest działalność człowieka, czy jak to mówi znany polityk (bokser amator), że żyjemy w holocenie, holocen jest fajny, bo jest ciepły i będzie jeszcze cieplej, bo jest holocen i holocen jest fajny. Efekty widzimy na co dzień. Nie ma śniegu. W styczniu i lutym już nie trzeba chodzić w kożuchach i śniegowcach, a ponad dwudziestostopniowe mrozy wydają się jakby daleką przeszłością owianą mgiełką fantastyki.
Tegoroczna wczesna wiosna, a w zasadzie jeszcze zima, skłania do prac w ogrodzie, mimo że mamy jeszcze luty. I pewne przyspieszenie widać jak na dłoni w naszym działkowym notesie. Poniekąd jest to też efekt tego, że w tym roku jesteśmy już tu, na miejscu, w lesie. Może to też wpływ doświadczenia, które rośnie z każdym sezonem. Ale jak to w biologii, nie ma zależności jednoczynnikowych:-) Tak czy inaczej, jesteśmy nieco do przodu. W zeszłym roku pierwsze wiosenne prace przeprowadziliśmy dopiero 8. marca. A w tym roku: groszek, szpinak, roszponka, cebulka wczesna, marchew średniowczesna i pietruszka już wysiane do gruntu. Pierwsze marchewki i pietruszki (za radą Mamy Matiego) już od listopada czekają w ziemi na ciepło i kto wie, może niedługo się pojawią na powierzchni. Chyba, że działalność górniczo-hutnicza pamparara naszych psów im w tym skutecznie przeszkodzi. W zimnym inspekcie wysiane już kapusty i kalarepy (białe i czerwone), sałaty (lodowa, krucha i masłowa). W ciepłym inspekcie pozostałe nowalijki. Ogródek też wygląda nieco inaczej niż rok temu (foto poniżej). A trzeba przyznać, że zeszłoroczna zima też nie należała do zbyt srogich. Ewidentnie jest też bardziej sucho niż rok temu. Ziemia nie klei się tak bardzo do szpadla i samo kopanie jest dzięki temu o wiele lżejsze. Aż kusi, żeby może nieco podlać.
8.03.2014
1.03.2015
Okoliczni rolnicy też już poczuli wiosnę. Sąsiad odpalił duży ciągnik. To znak, że pewnie lada dzień zacznie orać. Drugi sąsiad już kilka dni temu spulchniał pola i rozsiewał nawozy. Zaraz nas otuli wszędobylski zapach obornika rozrzucanego na polach i zapach przeoranej gleby.
Trzeba jednak pamiętać, że ocieplenie klimatu to nie tylko stały wzrost temperatur. To także zmiana gradientu opadów, bardziej dokuczliwe susze, większa częstotliwość ekstremalnych zjawisk pogodowych takich jak huragany, ulewy i burze. I w rzeczywistości tak jest. Wszyscy pewnie pamiętają ulewy w maju i czerwcu 2010, zimę w kwietniu 2013, kolejne ulewy w czerwcu w 2013. Nic zatem nie jest przesądzone. Wczesny wysiew, czy sadzenie bardziej ciepłolubnych odmian może być czasem nietrafioną inwestycją. A ryzyko nie zawsze się opłaci. Tak więc z entuzjazmem i zapałem czekamy na prawdziwą i pewną wiosnę, choć nutka nieufności nadal się kryje.

wtorek, 24 lutego 2015

Inspekt czyli czas na wczesne warzywa i nie tylko

   Dziś po raz pierwszy w życiu zrobiliśmy inspekt. Już od dłuższego czasu marzyliśmy o nim i się spełniło. Są dwa rodzaje inspektów: zimny i ciepły. Zimny to tylko skrzynka z szybą i glebą w środku. Nagrzewa się na tyle na ile pozwalają warunki atmosferyczne. Przy silnych przymrozkach może przemarzać, ale doskonale nadaje się do przetrzymywania sadzonek roślin kapustowatych i do hartowania. Natomiast ciepły inspekt, oprócz akumulowanej energii słonecznej ma dodatkowe, własne źródło ciepła. Może być podgrzewany przez rurki z wodą podłączone do pieca centralnego, kanały dymne pieca rakietowego czy np. fermentujący koński nawóz. Na Syberii jest to jedyny sposób na hodowlę warzyw, gdyż wieczna zmarzlina tak bardzo ziębi, że nie ma możliwości sadzenia bezpośrednio do gleby. Trzeba to robić w donicach ze zwierzęcym nawozem (Hugo-Bader "Dzienniki Kołymskie"). Koński podobno jest najlepszy. A że mamy akurat dostęp do nieustającego źródełka końskiego nawozu (pozdrowienia i podziękowania dla Mamy Marii!!), to wybór był prosty. Gdy nie ma się przyczepki samochodowej, nawóz można śmiało przewozić w foliowych workach po np. nawozach sztucznych. Nic nie przecieka, ani zapach, ani materia płynna. Można jechać z nimi w bagażniku bez utraty komfortu podróżowania.
  Postanowiliśmy zrobić dwa inspekty: jeden zimny i jeden podgrzewany. Materiał do budowy stanowiły: stare okna, deski które zostały z budowy domu i zawiasy od starych szaf. Do tego oczywiście trochę gwoździ i wkrętów. Najpierw zbiliśmy ramkę z desek, na wymiar okien. Do ramki przybiliśmy okna na zawiasach. Inspekt ustawiliśmy pod kątem, żeby uzyskać lepsze nachylenie i tym samym zbierać więcej promieni słonecznych. Wybraliśmy wcześniej spulchnioną ziemię ze środka. Potem słoma - żeby zaizolować od zimnego podłoża. Na słomę koński nawóz. A na koniec ziemia, którą wybraliśmy wcześniej. No i można było już wysiać warzywa: rzodkiewka - 3 rządki, rzeżucha - 2, sałata masłowa - 2 i szpinak - 2. Teraz już tylko czekamy aż wykiełkują i urosną.



wtorek, 17 lutego 2015

Seler Apium graveolens i Por Allium ampeloprasum

Już na początku lutego można wysiewać por i seler. Trzeba jednak pamiętać, że ten drugi do kiełkowania potrzebuje światła. Dlatego nie wolno przysypywać nasion ziemią. Najlepiej dodatkowo przykryć pudełko folią spożywczą, żeby łatwiej utrzymać odpowiednią wilgotność gleby, jeżeli nie mamy czasu lub wolnych połączeń w mózgu by pamiętać o codziennym  zraszaniu wysiewu. Por kiełkuje nieco wcześniej, nawet już po tygodniu. Na seler niestety trzeba dłużej poczekać - około dwa tygodnie. Jest to zatem roślina dla cierpliwych. Ale cierpliwość popłaca.

Czosnek Allium sativum

Czas na czosnek. W zasadzie można go sadzić już jesienią. Wtedy będzie rósł podczas cieplejszych dni zimowych i na wiosnę szybciej nam wykiełkuje z ziemi. Przy takiej zimie jak w tym roku można go sadzić nawet teraz, bo prawie cały czas ziemia nie jest zmarznięta.

Dziadek Kaziu zawsze sadził między truskawkami i od zawsze wydawało mi się, że robił to celowo by odpędzić ewentualne pasożyty truskawek. Ale zupełnie niedawno powiedział, że było to raczej ze względu na oszczędność miejsca w małym ogródku. Jednak okazuje się, że rzeczywiście czosnek może służyć jako doskonały repelent. Odstrasza wiele owadów, ślimaki, a nawet niektóre owocożerne ptaki. Wywary czy maceraty z czosnku są stosowane w biologicznym zwalczaniu szkodników upraw.

Czosnek przy wczesnej wiośnie wychodzi na powierzchnię już w marcu i można go wtedy wykorzystać np. do ziołowego sosu czosnkowego.